Kilka osób może widziało mój film, który wrzuciłam na YouTube. Ociekający żałością i skargą, doskonale opisuje moje pierwsze przejścia w dniu wylotu i zaraz po. Nie mam siły o nich pisać, ci, co widzieli, nie mają siły o nich czytać, wklejam więc link.
#STORYTIME - traumatyczna przeprowadzka do Londynu
Ale pierwsze dni minęły, a ja już bez groźby mieszkania pod mostem zaczęłam się powoli aklimatyzować. Próbowałam poznać ludzi, wychodzić z domu, czasem się udawało, czasem nie, próbowałam załatwiać formalności. AND LET ME TELL YOU. Jeśli jeszcze ktoś liczy na to, że przyjedzie przed Brexitem, w miesiąc znajdzie pracę i się osiedli, nie liczcie na to. Powiem tylko, że kolejki na NIN są ogromne (nie, nie poczekacie 3 dni, poczekacie miesiąc) a wyciąg z konta (koniecznie przesłany pocztą) wcale nie zawsze uznawany jest jako confirmation of adress - zainteresowani wiedzą, o co chodzi. Siedzę tu już miesiąc, nadal nie mam karty z NINem, konta ani pracy i nadal, ku mojej rozpaczy, żeruję na moich biednych rodzicach.
Ale nie taki Londyn zły, jak go malują. Będąc tutaj miałam okazję zobaczyć z bliska jak wygląda w oku przeciętnego człowieka London Fashion Week. W sumie nic ciekawego, jak się nie ma zaproszenia - kto by pomyślał, prawda? Ale wypad i tak nie był stracony, bo udało mi się zrobić zdjęcia fajnie ubranym ludziom i... protestującym. Z jakiego powodu protestowali? Żądają bowiem całkowitego zakazu pokazywania futer na LFW, ponieważ przypadkowy brak futer na tegorocznym jest not enough, ma nie być już nigdy, a nie że tak wyszło. Wrzucam kilka (lub nawet całkiem sporo) zdjęć, zjedź na dół dla wywodu ciągu dalszego.

A jak to wygląda naprawdę?...
Fashion Week Fashion Weekiem, integracja imprezowa integracją, ale po coś tu przyjechałam. Przyjechałam studiować. Więc tak o to dnia 25 wrześnie wyruszyłam na uczelnię na moje pierwsze zajęcia. W dniu dzisiejszym jestem już po ostatnich wykładach w tym tygodniu (tak, tak - na uczelni jestem 3 razy w tygodniu, zwykle na 3, max 4 godzinki) i... jest super. Nareszcie robię to, co lubię, słucham o tym, co lubię i mówię o tym, co lubię. Na wykładach czuję się nie jak w szkole, a raczej jak na Gurls Talk. Na zadanie domowe czytam artykuły, które normalnie czytam w czasie wolnym. Oby tak dalej.
Na koniec wszystkim zmartwionym dodam, że dojechał już do mnie mój chłopak. Co prawda w drodze z lotniska skradziono mu bagaż (w którym były jego najważniejsze leki i dokumenty, a jakże), ale już tu ze mną siedzi. Nie jest na razie zbyt zadowolony ze swoich studiów, ale trzyma się dzielnie. Uczymy się żyć ze sobą (bo czasem mycie naczyń czy zbieranie skarpetek okazuje się wcale nie oczywiste), czasem są starcia, częściej mimo wszystko nie ma. Teraz już tylko do przodu.






















Hej, Paulina :) To ja, ta dziewczyna, która zagadała cię jak usłyszała słowo "polish" ... fajnie przeczytać jakieś inne doświadczenia, ja odpuściłam sobie Fashion Week....
OdpowiedzUsuńFajny post, trzymaj się.
Veronika
Powodzenia ��
OdpowiedzUsuń